Dodaje to pytanie do polskiej wersji mojej strony internetowej. Bo jestem z mojej wlasnej woli w najpiękniejszym zakątku naszej planety. Tak, Kanada jest moja. Czternaście lat spędzonych tu daje mi prawo nazywac ja moją. Pierwszy raz bylem tu jeszcze jako student i powiedzialem sobie: ja tu jeszcze wrócę. I wróciłem na dobre.


Moje podgąldanie nowego kraju, jego natury, ludzi obyczjów stalo sie sposobem na zycie. W czas wolny od pracy przemierzam kraj samochodem, samolotem, na rowerze, czółnem, a zimą na natrach. Latem tego roku wiosłując po Montreal River znajduję ruiny fortu Kompanii Zatoki Hudsona. Doskonałe miejsce na biwak. Fort zamknięto w latach 30, a po śmierci ostatniego gospodarza sporą kiedyś osade, z kościołem na wzgórzu i spichlerzem pochłonał las. Rozmawiam z mieszkańcami pobliskiego miasteczka Matachewan.

Tak, pamiętają jeszcze ludzi, którzy kiedyś tam mieszkali. Dzikie miejsce, na zakręcie rzeki przywodzi na myśl wańkowiczowskiego Smętka. Jest w nim cos przeklętego, zapomnianego przez Boga i ludzi. Cmentarz w forcie miała uporządkowac młodzież z miejscowej szkoły.
Miasteczek-widm w samym Ontario jest kilkadziesiąt. Opuszczenie osady oznacza zwykle rozczarowanie: zludne byly wiesci o zlocie, zamknięto kopalnie, faktorie, zbudowano zaporę, czy podjęto decyzję o ewakuacji mieszkańcow z powodu budowy tamy, braku infrastruktury, a przede wszystkim braku perspektyw rozwoju. Pierwsze osady powstawały nad rzeką, lub jeziorem w miejscu, gdzie trzeba było przenieść łodkę i towar z jednego systemu wodnego do drugiego. Podróże po Kanadzie powinno się odbywac tylko czółnem. Jest to jedyny sposób by uzyskać prawdziwy obraz tego kraju. A także odkryć to, co Stanislaw Vincenz
nazwał prawdą starowieku- prawdą o ziemi i jej pierwotnych mieszkańcach.


W 2002 r przygotowywałem spływ dla grupy studentów w okolicach jez. Temagami,100 km na polnoc od North Bay.
Tutaj na poczatku 20 wieku mieszkał Archie Belaney,
znany lepiej jako Szara Sowa. Dziś nazwalibyśmy go działaczem ekologicznym. Ten Anglik który sam uwierzył w to, że jest Indianiniem, był prekursorem ochrony kultury indianskiej i dzikiej przyrody. Jego zdjęcie z małym bobrem obiegło cały świat. Jeździł z odczytami do Anglii i zrobił wiele dobrego dla pobudzenia sumienia białego człowieka. Pokolenie przedwojennnych gimnazjalistow zaczytywało się artykułami o Szarej Sowie. Był jedym z pierwszych zarządców parku narodowego w tym kraju.
Belaney’a zaadoptowala grupa Indian Anishnabai z plemienia Algonqiun.
Jestem w rezerwacie na Wyspie Niedzwiedziej, rozmawiam z ludźmi, których przodkowie pomagali Archie’mu. I dowiaduję się że, 18 mil na pln. zachód nad jeziorem Obabika mieszka Alex Mathias, myśliwy i traper, szaman i obrońca starodrzewu przed wycinką. Jest niedziela rano. We wtorek muszę być w szkole w Toronto. Plyniemy z moimi kanadyjskimi przyjaciółmi. Burza zmusza nas do przystanku, w rezultacie na przeniosce jesteśmy o zmierzchu. Wszyscy sa zmęczeni. Sam ląduję w przedwcześnie wygaszonym ognisku. Na szczęście zalane wodą, wiec niegroźne. Następnego dnia mamy wracać. Szybka decyzja: Popłynę sam, rano o szóstej i będę w obozie na dziesiątą, gdy moje towarzystwo sie dobudzi. Jezioro Obabika to długa rynna, 20 mil długosci bez żadnych widocznych zabudowań. Byłem tu już dwa razy, ale nigdy nie widziałem żeby ktoś tu mieszkał. Poranna mgła. Posuwam się według mapy. Dopływam do przeciwległego brzegu. Zwarty las, nawet miejsca na obozowisko nie ma. Płynę wzdłuż brzegu. I nagle jak w sienkiewiczowskim Chraptiowie słyszę psy. Jestem w wolnym panstwie Misa'bi. Pukam do drzwi, jest 8 rano. Dom Alex zbudował sam, po kawałku. Podobnie jak stare chaty opisywane przez Vincenza na Ukrainie, dom składa się z osobnych chatek połaczonych amfiladowo. Duża oszczędnosc ciepła.
Gospodarze podejmują mnie śniadaniem. Rozmawiamy o wolności, o ginącym języku Anishnabai. Alex zerwał z rezerwatem, powrócił na ziemię przodków i wraz z rodziną żyje z lasu. Pokazuje mi zdjęcia, gdy bierze udział w proteście przeciwko wycince drzew.Wraz z pozniejszym premierem Bob’em Rae zostaje aresztowany. Mowimy skrótami, bo ... muszę wracać do obozu. Ale rozumiemy się świetnie. Alex odwozi mnie motorowką. Od tego czasu byłem tam kilkakrotnie.
Uczestniczyłem w święcie zrównania dnia z nocą, poznawałem obyczaje, a przede wszystkim ludzi, tych którzy dziś utrzymują się z traperstwa, i tych, którzy poszukują odpowiedzi na pytania podstawowe. Alex opowiada historię starej kobiety, ktora kiedyś mieszkała w tym samym miejscu. Ludzie zauważyli, że nalewa herbate do dwóch kubków, i coś mamroce pod nosem. Posądzono ją o czary, i została wysłana do szpitala w mieście. Alex tłumaczy, że ona po prostu rozmawiała z duchami przodków i częstowała je herbatą. Dodaje, że teraz ludzie powracają do starych obyczajów. Nasuwa się porównanie z owymi rachmanami Vincenza co pośredniczą między ziemią a niebem. Analogii jest więcej. W cyklu Na Wysokiej Poloninie osadzonej przecież na ukraińskiej Huculszczyźnie, Vincenz mówi o płajach, ścieżkach które idą szczytami gór od pradawnych czasów. Indianie nazywaja tutajsze ścieżki Nastawagan. Ścieżki też są po opieką duchów, a w lesie czyha zły nazywany Wendigo.
Dla Indian cały świat jest świętością: woda, las, zwierzęta, ludzie. Zabija się tylko z konieczności. Zwierzę należy przebłagać za odebranie życia. Pół roku po naszym pierwszym spotkaniu umiera żona Alexa, Mary Carol. Irlandka, obrońca przyrody, osoba pełna radości, i obdarzona znakomitym poczuciem humoru. Alex tłumaczy że, w języku Anashnabai (dialekt Ojibwey) nie ma pojęcia śmierci. O człowieku nie mowi sie że umarł, ale „przestał życ”. Pozwala to oswoić się z nieuchronnym odejściem Chodzimy po skale nad małym jeziorkiem „oczkiem” na wzgórzu. Tu od wieków odbywają się medytacje. Kiedyś młodzi wojownicy przechodzili tutaj swoją inicjację. Tu parę lat temu spotkali się wodzowie Indian Kanady. Jest to rodzaj naturalnej świątyni z kolumną, pod ktorą jest miejsce na składanie ofiar. Są małe znaki informacyjne zrobione metodą chałupniczą.

Rozmawiamy z Alexem o religii. Dla niego chrześcijaństwo jest religią narzuconą. Przez lata religia byla traktowana instrumentalnie przez władze prowincji jako sposób na „ucywilizowanie” czyli pozbawienie Indian ich tożsamości. Przy tym popełniono wiele niegodziwości, czy nawet przestępstw, których ofiarami stały się dzieci indiańskie zagarnięte przemocą do szkół zbiorczych. Alex, uniknął tego losu zdobywając skromne wykształcenie metodą korespondencyjną. To wszystko tlumaczy uraz do chrześcijaństwa. Wchodzimy do indiańskiej sauny - sweat lodge - zaczyna sie ceremonia oczyszczenia.
Tego nie ma w przewodniakach po Kanadzie. Moi goście (nie lubie slowa klienci) i ja podróżujemy w przestrzeni i w ...czasie. Moja propozcja to turystyka aktywna: biwaki w lasach borealnych, jedzenie naturalne przyrządzane nierzadko według indianskich przepisow, a przede wszystkim prawdziwa przygoda.

Strona główna
Strona główna
Dlaczego?
Powrót
English
Powrót